Ostatnia zima znów była ciepła, śniegu jeszcze mniej niż poprzedniej. Starczyło ledwie na krótki spacer, a i on był raczej mordęgą niż spacerem. Przedwiośnie bylo podobne do zimy. Mżawki, wichury, pochmurno - nie nastrajało to do wycieczek. Kiedy nastał pogodny dzień tyle było roboty przy domu, że nie było jak się z niego wyrwać. Jeździłam sobie najwyżej znanymi trasami do Radachówki, do torów w Gadce, albo Wólki Dłużewskiej. Dopiero w połowie kwietnia zdobyłam się na wyjazd do Łucznicy, do Akademii. Początkowo myślałam o zmianie trasy - Człekówka, Chrosna, Kąty, albo siedemnastką do Puznówki, stamtąd do Jaźwin. Jednak droga przez Chrosnę i Kąty jest o tyle nieprzyjemna, że wąsko, a kierowcy, którzy wymijają tamtędy korek nie żałują gazu i często ścinają zakręty. Z Puznówki też zrezygnowałam. To jednak długi odcinek ze śmigającymi samochodami. Starą trasą przez Antoninek i Kąty ruszyłam do Jaźwin. Ranek był wczesny i dość zimny (byłam przesadną optymistką i trochę podmarzłam). Wszędzie w ogródkach krzątali się ludzie kopali grządki, usuwali stare rośliny, zamiatali kostkę bauma, strzygli trawkę. Lasy pełne były śnieżyczek, aż biało, na łąkach żółto zakwitł podbiał i kaczeńce. W Jaźwinach wzdłuż torów bielały tarniny.
Tym razem nie jechałam do skrzyżowania pod Pilawą, tylko wjechałam w leśną drogę spodziewając się, że nią prędzej dojadę do Łucznicy. Leśna droga nawet nie była taka zła, prawie cały czas dało się nią jechać, tyle że po prawej stronie kawał lasu wycięto - nie wiem czy planowy wyrąb, czy też może jakaś część obwodnicy. Czy ludzkość nie mogłaby wymyślić jakiegoś innego transportu, mniej niszczącego ziemię? Niedługo na Ziemi będzie sam asfalt i na poboczu byle jaka wysuszona trawka. W Łucznicy skręciłam w prawo, bo coś tam między drzewami bielało. Okazało się że to jeszcze nie dwór, lecz czyjaś posesja z wielkim zadęciem. Nauka jazdy połączona z warsztatem. Stamtąd zobaczyłam dwór, ale wjechałam na posesję, bo chciałam się dowiedzieć dokąd dalej ta droga prowadzi. Przypuszczałam, że przez Górki do Osiecka. Panowie remontujący samochód potwierdzili moje przypuszczenia. Myślę, że kiedyś tą trasą wybiorę się do Osiecka. Kiedyś łączyła Osieck z Garwolinem.
Brama do parku była otwarta. Postawiłam rower z boku i zaczęłam się rozglądać. Po schodkach białego dworu zszedł jakiś mężczyzna i poszedł za róg zupełnie się mną nie interesując. Potem jakaś pani przeszła obok mnie obojętnie. Zupełnie inne podejście niż w Dłużewie, gdzie zwiedzającego mało pies nie pożre. Dwór biały, piękny, murowany z cegły z cegły, tynkowany, parterowy. Potoccy zbudowali go jako dwór myśliwski w 1840 r.
Budowla zwrócona frontem na północ, posiada od frontu ganek o czterech kolumnach toskańskich, od ogrodu zaś ganek czterofilarowy. Układ wnętrz jest dwutraktowy, z korytarzem na przestrzał. Na osi znajduje się sień z klatką schodową. Dwuspadowy dach kryty jest blachą - tak piszą w necie. Net nie jest jednak zgodny co do dziejów dworu w 20 w. Jedni piszą, że Alfred Potocki ofiarował go na cele społeczne, ale inni umieścili testament Jakuba Ksawerego Aleksandra Potockiego w którym ustanawia fundację. Wśród innych dóbr przekazanych dla niej wymienia Osieck, do którego prawdopodobnie należała Łucznica.
Park również piękny, jakkolwiek niezbyt duży. Sosny nie udało mi się sfotografować, natomiast dąb, jeszcze bezlistny, znakomicie mi pozował.
Podobno liczy sobie 400 lat. Podaję to również za netem. A w parku niespodzianki - labirynt pleciony z wikliny, gigantyczne wiklinowe grzyby, (a może kosmici?), to jakiś ludzik między korzeniami drzewa, lisek na studni, aniołek na bliźnie po odciętym konarze. Trochę bajkowo.
Wszystko to prace, które prawdopodobnie zrobili uczniowie Akademii Łucznica. Zjeżdzają się tu na kilka dni by szkolić w wikliniarstwie, wytwarzaniu ceramiki, witraży i innych tego typu wyrobach. Ostatnio byli nawet chętni do uczenia się wyrzynania ligawek!
Dwór gościł w swych progach powstańców z 1863 i akowców w sto lat później. I z myślą o nich opuściłam park i znaną mi z poprzedniej wycieczki drogą pojechałam do mogiły powstańców.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz